Obserwatorzy

02.12.2011

Ugłaskałam nerwa ....

... I wróciłam , aby się wygadać . A że  imają się mnie przeróżne dziwne  historie  to ....

Był Sylwester . Cieszyłam się jak diabli , zbliżała się 14:00 , za chwil kilka (czytaj  oby nie za godzin  mnóstwo) będę mogła iść do domu . Nie ,  bzdury wypisuję ! Nie do domu , najpierw  biegusiem  przez centrum robiąc  ostatnie zakupy , pracowało się od świtu do (prawie) nocy , wiec  braki  zaopatrzeniowe  trzeba było uzupełnić , a  rzecz  działa się  jakieś dwa wieki temu , moja starsza dzieciaczyna liczyła sobie lat około 4 , Ja .... A czy to ważne ;)
A więc biegnie Olka przed sia ,  wpadając  od czasu do czasu  do jakiegoś sklepu po drodze, bo szampan dla dzieci , bo ogórek zielony a pomidor  już wyszedł.  Obładowana  z rękami jak gibonica robi  skręt w prawo całym ciałem  z pochyłem  w dół , zerka  na zegarek ( bo się kiedyś w zegarki patrzało nie w telefony) , żeby godzinę  sprawdzić , a tam ..... Matko i córko  15:00 <--- ma się tą pamięć , tyle czasu minęło a ja nadal  wiem co i jak w której sekundzie ;>
Dzieciaczyna w przedszkolu , już widzę  oczami wyobraźni jak się chłopak zaczyna denerwować.
Przyśpieszenia dostałam , to się chyba  piąty bieg nazywa ;) jeszcze tylko park , pół osiedla ,  dwa zakręty w prawo ..... Helllo , jezdem !
Jak zawsze ostatnia , dobrze  że syn wyrozumiały , ucałował zmordowaną  mamcię  a Pani przedszkolanka .... A nie , ona nie była wyrozumiała , ale  cóż się dziwić , wszak Sylwester . Do głowy  mi nie przyszło , że teraz to ty się pośpiesz kobieto , że  nie pozwalaj dzieciakowi   na samodzielne ubieranie rękawiczek , że zabieraj toboły i  wynocha bo czas , bo Sylwester, bo ....
Usiadłam na zbyt małej ławeczce ,  z uśmiechem przyklejonym do twarzy podawałam   synkowy kolejne częsci garderoby , się starał chłopak i całkiem  dobrze szło mu ubieranie . Tylko ten czas ..... Po chwili (dłuższej)  wstaliśmy oboje , wyszliśmy z szatni  i jakież było nasze zdziwienie kiedy  zobaczyliśmy p. przedszkolankę  zamykającą na klucz furtkę .... Nie muszę wspominać , że zanim doszła do furtki zdążyła  pozamykać wszystkie drzwi prowadzące do niej . Aaaaaaaa <---- wrzeszczeć zaczęliśmy ,pukać  dłońmi w szybę . Nic to nie dało . Wizja zbliżającej się zabawy , muzyki , tańców i Bóg wie jeszcze  czego ogłuszyła naszą p. przedszkolankę . W pierwszej chwili  zaniemówiłam , po kilku minutach zaczęłam się smiać, po kilkunastu  dotarło do mnie , że zostaliśmy uwięzieni , dosłownie, uwięzieni w przedszkolu. Spojrzałam na zegarek , miałam jeszcze pół godziny do planowego zamknięcia przedszkola Wszystkie możliwe drzwi były pozamykane , dojście mieliśmy tylko do jednej z sal i do kuchni. Telefonu niet, żywego ducha w okolicy  . Po jakimś czasie w  którym syn zdążył zasypać mnie milionem pytań, bez przystanku na odpowiedź , dotarliśmy do miejsca  z którego mogliśmy dostać się na taras . Jeszcze tylko płot , bo przecież furtka zamknięta .... Tylko co z drzwiami na taras . Za nic nie chciały się zamknąć , zatrzasnąć . Za każdym razem kiedy zrobiliśmy trzy kroki , drzwi z rozpaczliwym kwikiem  otwierały się na oścież , wiatr wywiewał firanę na zewnątrz .... A ja nie miałam sumienia zostawić ustrojstwa w rozewartym  stanie . No dlaczego  nie miałam sumienia <beczy> powinnam  nie oglądając się za siebie, odejść .... Bzdura , skoro nie potrafiłam  to znaczy ze  nie powinnam. Ale to pikuś , bo największy problem był przed nami . Wszak miałam dziecko , Miś był duży jak na swój wiek  , teraz mierzy 196cm, wtedy miał   odpowiednio mniej wzrostu , ale  dużo więcej  od  rówieśników,  siatki z zakupami i płot sięgający  do ramion. I jak ja mam  to wszystko przetransportować  na drugą stronę (?) Dzieciaczyna  stanęła okoniem , za diabła nie chciał wdrapać się na płot , a przejść musieliśmy . Chłopak był z tych  co to  nie wejdą bo a nóż widelec spadną . Wzięłam sprawy w swoje ręce , dosłownie . Usiłowałam  podnieść dzieciaczynę, ale  to nie było łatwe , duży , ciężki a płot wysoki . Bronił się ! Jak Babcię kocham . Za nic nie chciał , ale ja musiałam. Wyobraźcie sobie , niemal siłą  podnoszę dzieciaka   turlam go w górę po płocie  on się śmieje , woła : Ale ja nie chcę , nie łaskocz,  mamo zostaw, ja tu zostaję . Ja równie rozchachana usiłuję  nie upuścić , przeturlać i jednocześnie  tłumaczyć , że tak trzeba. Za płotem była  zaspa , górka śniegu w którą planowałam upuścić syna ;> , kilkanaście metrów dalej  chodnik odgrodzony mini parkiem , jednak było nas widać i słychać . Nie chcielibyście widzieć jakim wzrokiem mierzyły nas panie biegnące  od fryzjera , sypiące   brokatem z wielkich wież ułożonych z włosów. Przeżuciłam dzieciaczynę , póżniej  siatki na końcu się ..... Dwie godziny zajęło mi dotarcie do p.przedszkolanki . Najpierw musiałam znaleźć kogoś kogo znam ja , kto może znać ją, kto powie gdzie jej szukać , znalazłam. Kiedy  zmęczona , z równie zmęczonym   dzieckiem dotarłam pod drzwi owej , aby poinformować o  zajściu o tym że zamknęła nas była o tym że  trzeba iść pozamykać przybytek ..... Usłyszałam : To trzeba się było śpieszyć , ja tu wyście mam , przygotować się muszę ...... Ale tak ogólnie to całkiem miła  Pani była :)

PS.
Oczywiście zabawa w Podaj Dalej  nadal jest aktualna ,  jeżeli znajdzie  się ktoś kto zechce dostać coś od mię to proszę o napisanie komentarza pod poprzednim postem , trzeba  wyraźnie napisać iż chce się dostać  upominek. Jeżeli nie  znajdzie się nikt taki , wszak w rezultacie  samemu  też trzeba będzie  obdarować kolejne dwie osoby ,  nie pogniewam się .... No chyba żebym się pogniewała , ale z całą pewnością ugłaszczę  naburmuszenie ;)

9 komentarzy:

  1. :DDDDDDDDDDDD napisałam w poście poniżej ale i powyżej też nakilkam. Książkę napisz kochana!!!!!! Ja pierwsza w kolejce po autograf. Tak się Ciebie fajowo czyta :DDDDDDDDD
    BUZIOLE 102))****)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również uważam że mogłabyś spisać te Swoje przygody.Z perspektywy czasu czyta się je jako bardzo śmieszne.Nie sadzę jednak aby w danym momencie były dla Ciebie tak zabawne.Świetnie piszesz:)))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Z perspektywy czasu człowiek patrzy na wszystko spokojnie, ale wtedy do śmiechu Ci raczej nie było, choćby z powodu głupio straconego czasu! Twoje wpisy z z przekąsem satyrycznym czytam jednym tchem! Masz polot!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj widzę to widzę -okiem wyobrazni jak turlasz dziecię po parkanie celując w zaspę:)Super!Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mogę się już śmiać...bo mnie o głuawkę podejrzewają...co tu napisać ...CAŁA OLKA... serdecznie i całą buzią uśmiechu pozdrawiam pobarkurkowo i przedmikołajkowo całą familię a szczególnie tego "przerzucanego" (dobrze że był mniejszy teraz byś go chyba nie przerzuciła a on Ciebie pewnie tak hahaha)
    czakur

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieki za ciekawe informacje

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubie te Twoje historie. Fajnie piszesz. Masz niesamowity dar. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahaha Ty i Twoje przygody uzależniacie mnie od siebie :)
    Swoją drogą dzielna dziewczyna Ty jesteś :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...