Miałam się chwalić , jednak chwalipięctwo zostawię na za chwilę . Najpierw się nacieszę , napatrzę , później Wam pokażę .... To co dostałam i już nie oddam :P
Dzisiaj relacja na gorąco , prosto ze Świata mamowo - nastolatkowego. Poniedziałek , pierwszy dzień szkoły .Nie pomyliłam się , z racji nie ukończonych robót remontowo - sprzątających , nastoletni mogli się cieszyć wakacjami o chwilę dłużej. Wydawać by się mogło jakoby wszystko zostało zapięte na ostatni guzik . Podręczniki , długopisy, brudnopisy , okładeczki , gumeczki ... Jest , wszystko jest! Nastolatek prężny i gotowy do nauki sztuk jeden , jest :D
Niedzielny wieczór , ostatni rzut oka we wnętrze plecaka ,ostatnie ponawymądrzanie matuli.
Pamiętaj synu ..... Bla , bla bla .
Zapamiętam mamo ( minę miał jakąś taką ...)
Ostatnie zapamiętam skończyło się mandatem za brak legitymacji , bez której bilet ulgowy jakoby tracił na ważności . Mandat, z racji dostarczenia w odpowiednie miejsce o odpowiednim czasie, dokumentu małolata , przez małolata ,był symboliczny. Jednak z racji nagminnego zapominania matula wymyśliła .... Ha !
Dokument do plecaka . Klucze , bilet miesięczny , do plecaka . Ufff ... Jeszcze tylko wieczorny cmok w czółko , kolorowych snów i jutro ... Do lekcjii :D
Poniedziałek zaczął się dosyć sympatycznie , nastolatek wstał bez focha ,pewnie się bestia gdzieś między poduszkami zapodziała. Grzebień nie warczał , a skarpetki nie miały za ciasnych , uwaga , nogawek. .Wszystko było super , aż do godziny 9:00 . Matula wracała właśnie z porannego szwędactwa z psami , telefon ...A po co komu telefon w parku ? A po co komu Olka o 9:00 , bladym, poniedziałkowym świtem ?
Nawymyślali tych namierzaczy ,w każdej kieszeni coś dzwoni , zawsze nieproszone i w nieodpowiednim momencie .Najprościej zostawić , zapomnieć ,dzięki temu można chociaż na chwilę nie być.
Ale do rzeczy , bo w końcu namierzyli matulę . I czego się dowiedziała ? A no tego , że nastolatek zapomniał plecaka . Nie , nie zostawił go w domu . Zostawił swój majdan w autobusie . Zatrzymał się "dyliżans" na przystanku , dziecię wstało , wysiadło było i dopiero w klasie po dzwonku zorientowało się że czegoś mu chyba brakuje . Do tej pory nie mogę uwierzyć , ale to fakt. Trzy godziny jeżdżenia autobusami , biegania od dworca do dyspozytorni , szukania znajomości , namiarów na kierowcę , dziury w całym i pomocy właściwie nie wiem z czyjej strony , bo skoro p. dyspozytor nie chciał się fatygować to któż inny mógł pomóc. Postanowiłam (ja matula) sama dać sobie radę , brzydko mówiąc lachę położyłam na p. dyspozytora , dla którego problemem było sprawdzenie numeru bocznego autobusu i namiarów na p. kierowcę .A jakiż to problem skoro znamy przystanek , linię i godzinę odjazdu ? Moim zdaniem żaden , ale umówmy się ilu ludzi tyle zdań . Myśl o dokumentach i kluczach , które kazałam nastolatkowi schować w plecaku , nie dawała mi spokoju . W tym właśnie momencie zadzwoniło zapominalskie dziecię i rzekło: Wiesz mamuś , nie posłuchałem Cię i nie schowałem do plecaka kluczy i dokumentów ...... Ten grzmot gdzieś w okolicach godziny 10 :00 , to nic innego jak kamień spadający z mojego serducha :) Postanowiłam znaleźć ten skubany autobus z tym konkretnym kierowcą (jeździ ich kilku (ka) ) na tej trasie ). Wsiadałam do każdego autobusu z nr.614 <---- do końca życia zapamiętam ten numer, na moje szczęście jeżdżą z dosyć dużym marginesem czasowym . Patrząc kierowcy w sam środek wątroby zadawałam to samo pytanie : Czy byłby Pan tak miły ........ ? Większość była miła :D
To nic , że ściany autobusu niebezpiecznie zbliżały się do siebie zgniatając mnie bezlitośnie , to nic , że klaustrofobiczny bezdech wyzionął ze mnie ducha o którego istnienie do dnia dzisiejszego się nie podejrzewałam , to nic że serce me biło z zawrotną prędkością a grzmot jaki wydobywał się z klatki mej piersiastej ... tfu ... piersiowej , zagłuszał warkot silnika , to nic że pan stojący obok zionął oddechem popielniczki ... To wszystko nic . Plecak odzyskany wraz z zawartością ! Trzy godziny klaustrofobicznej męki , tysiące zdziwionych oczu , uśmieszków ,bo jak można zareagować na wieść o zapomnianym plecaku...
Aaaa .... No i okazuje się , że niesłuchanie nie zawsze jest złe , ale o tym szaaa ... ;)
Tradycyjnie ,chop siup ...I zmiana tematu . Gdzieś między ciszą a ciszą , zanim straciłam oddech i wyzionęłam ducha , poproszona , popełniłam psa. Sznaucer , taki miał być , czy jest ? Sami oceńcie, tymczasem ja pójdę poszukać swojego ducha ;)
Dziękuję pięknie za komentarze pod poprzednim postem , za każde wcześniejsze i te które już były , te które mam nadzieję dopiero się pojawią . Na niektóre odpowiedziałam za pomocą @ , nie wiem czy to dobry sposób , z uporem maniaka obstaję przy twierdzeniu , że powinna być możliwość cytowania . Wszystkim bardzo dziękuję za słowa .
czakur , gumiklejzy powiadasz ? Też je lubię .Ale nie wiem o jakiej znajomej mowa ;)
Psotny Morsik :-) <--- Nasz blogowy kolega zostawia rewelacyjne słowa w języku ichnim , poczytajcie sobie ,komentarz pod postem : Ludzie muszą tęsknić ....
Muaaaa , buziak w czółka i do następnego razu .
